Na czasie
Zupełnie nowa jakość - 21.11.2009
Skomentuj Od niedawna pracuję nad nowszą wersją mojej strony. Opieram się na tym samym
kodzie, który teraz z perspektywy czasu optymalizuje. zmieni się także tzw. layout i
nawigacja. Mam nadzieję że już niedługo uda mi się ją ukończyć o czym poinformuje stosownym wpisem.
Całą struktura RSS włacznie z adresem nie ulegnie zmienie. Jeżeli ktoś ma subskrypcje to nic nie musi
zmieniać.
Nie zawsze musi być wesoło - 15.11.2009
SkomentujKurcze jest mi źle. Ba, jest mi cholernie źle z wielu powodów których nie zamierzam tutaj przytaczać.
Niestety wiem że to jeszcze nie koniec. Im bliżej Bożego Narodzenia, całego pieprzonego
rodzinnego świętowania, choinki, wspólnych obiadów tym będzie gorzej. Do tego potrzeba przynależności,
bycia potrzebnym i wiele innych czynników powodują to że z dnia na dzień jest mi coraz gorzej.
Kur**, jestem jakiś niedorobiony - cały czas sprawiam przyjemność przyjaciołom, odwiedzam, pamiętam,
czy po prostu staram się miło spędzać czas, a nie potrafię zadbać o własne samopoczucie.
Wydaje mi się że będę musiał z powrotem wrócić do starego modelu "powstań - pracuj - padnij"
radzenia sobie z problemami.
Praca, uzależnienie czy pasja? - 3.11.2009
Skomentuj
Nie wiem jak to określić. Jest godzina 17:11, jest ciemno, w budynku mojego Instytutu nie
ma już prawie nikogo. Mam zgaszone światło, tylko mała lampka oświetla pokój.
W głosnikach leci Sting.
Uzależniony czy może zafascynowany klimatem i tym czymś co w informatyce wciąga ? Sam już nie wiem
gdzie się podczepić. Chyba nigdzie, mój klimat i moje zwyczaje :)
Najciekawsze jest to że mnie to kręci, uwielbiam często siedziec po ciemku, słuchając klimatycznej muzyki
i mieszać, dłubać przy kompie, przemierzać internet, strony, i ...... czasem coś popsuć :P. Hehe
to dziwne. bardzo dziwne ... - that`s me.
Taka mała luźna uwaga - 14.10.2009
Skomentuj
Jeżeli zdarzyło ci się :
- posiadać router linuksowy który obsługuje ok 1000 studentów akademików,
- wbrew dokumentacji zamiast kernela 2.6.18 użyłes jajka 2.6.24,
- nałożyłeś tonę patchy przeznaczonych dla wersji 2.6.18 na nowsze jajko,
- spędziłeś 4 noce aby zmusić jądro z patchami do kompilacji,
- przerobiłeś binarki aby kompilowały sie z zastosowanym przez ciebie nowszym glibcem,
- zmusiłeś wszystkie patche, mechanizmy kolejkujące, łaty l7, skrypty i inne featuresy do działania,
- działa to przed ponad pół roku bezawaryjnie i bezobsługowo.
i planujesz :
- zaktualizować systemu który nie słynie z zachowywania kompatybilności wstecznej,
- z oczywistych, opisanych powyżej przyczyn, jajko zostawić stare,
- przy okazji zaktualizować glibca, udeva, sysvinit bez jednoczesnej aktualizacji coreutils z tylko tobie wiadomych powodów.
TO NIGDY - TEGO - NIE - RÓB !!!
Igranie z ludzkim życiem - 21.09.2009
Skomentuj
To jest naprawdę smutne że organizacja której jestem członkiem (nie działaczem na szczęście) dopuszcza do takich sytuacji.
Miałem jakiś czas temu "przyjemność" uczestniczyć w działaniach pewnej grupy interwencyjnej WOPR, której nazwy i lokalizacji celowo nie podam.
Idea grupy interwencyjnej polega na utrzymywaniu przeszkolonej
grupy ratowników w gotowości do działania. WOPR jest organizacją ochotniczą
i nie zawsze w sytuacjach wymagających interwencji jest czas na szukanie ratowników.
W sytuacji kryzysowej lub gdy zachodzi potrzeba obstawienia jakiejś imprezy nad wodą grupa
interwencyjna rusza jako pierwsza. Jest to idea jak najbardziej słuszna i poprawna.
Sytuacja miała miejsce na co weekendowym patrolu który ma na celu pilnowanie Bulwarów Wiślanych. Pomysł znowu jak najbardziej słuszny gdyż w weekendy
bulwary roją się od turystów i przechodniów. Kto płaci za takie bezpieczeństwo - Urząd Miasta. Brawa dla radnych, podoba mi się to.
Braw niestety nie przyznam Grupie Interwencyjnej którą ostatnio widziałem. Dodam nawet że nie życzę komukolwiek znalezienia się w obszarze ich działań.
Co mi się nie podobało - można powiedzieć prawie wszystko:
- ktoś dopuścił do sytuacji w której osoba z napisem na plecach "RATOWNIK" tak naprawdę
nim nie była a na ratowaniu życia znała się jak kura na pieprzu
- skład załogi łodzi był zbyt mały i składał się z ludzi którzy nie mają uprawnień do pełnienia służy (najczęściej młodzi ratownicy którzy nie
mogą pracować samodzielnie, są raczej pomocnikami). W skrócie nie doświadczona załoga.
- łódź motorową prowadziła osoba bez uprawnień i umiejętności
- najwieksze zaniedbanie dotyczyło braku sprzętu. (Na moje stwierdzenie że muszą wziąć apteczkę, nosze i sprzęt zostałem dziwnie zmierzony wzrokiem,
jakby moja propozycja była czymś dziwnym i nietypowym).
Wszystkie te punkty podpadają mi pod paragrafy. Wyobraźcie sobie sytuację w której spacerujecie sobie bulwarami,
ktoś zasłabnie. Wołacie ratownika który tak naprawdę nim nie jest, nie ma apteczki, noszy, nie ma nic poza swoją łódką.
Obraz tego wszystkiego bo ciężko nazwać to grupą ratowniczą jest tragiczny. Znajdują się tam ludzie którzy dostają paliwo i
motorówkę. Jedyne co mają w głowie to wyciąganie dużych prędkości i lansowanie przed turystami, a nie pilnowanie ich bezpieczeństwa.
Panowie - to jest żałosne, bardzo smutne i nazywam to po prostu igraniem z ludzkim życiem!
Oczywiście nie mogę generalizować, w całej tej ekipie była jedna osoba która miała głowę na karku. Podobnie
sytuacja ta nie może rzutować na cało kształt ratownictwa w Polsce, które nomen omen stoi na dość wysokim poziomie.
Są jednak miejsca i ludzie którzy zajmują się tym czym nie powinni lub nie mają pojęcia o wykonywanej pracy.
Lekarstwo na dolegliwości - 3.09.2009
Skomentuj
Nie mogę napisać że odkryłem lekarstwo na poprawę samopoczucia i
zlikwidowanie uczucia ospałości. Raczej powinienem napisać: "utwierdziłem się dzisiaj
w przekonaniu że odrobina ruchu, pływanie i szybki prysznic
działają na mnie orzeźwiająco i pobudzająco".
Biegam sobie 2-3 razy w tygodniu robiąc po kilka kilometrów,
międzyczasie wbiegam na boisko i tam odstawiam brzuszki, pompki i nachwyty.
Taki zestaw ćwiczeń sprawia że czuję się o wiele lepiej, dotlenia się umysł
a mięśnie przestają być takie zwiotczałe i zastane.
Część czytających uzna mnie pewnie za dziwoląga jeżeli napiszę że bieganie
sprawia mi przyjemność. Mało tego śmiem twierdzić że
uprawianie sportu jest czymś
naprawdę przyjemnym i potrzebnym. Popatrzcie tylko -
żyjemy w świecie uprzemysłowionym spędzając znaczną część
dnia za biurkiem, przy komputerze lub za kierownicą. Nie mamy wiele wspólnego
z wszelako rozumianym ruchem. Przypomina mi się nawet
społeczność przedstawiona w filmie "Walle" gdzie ludzie nie potrafią
już poruszać się o własnych siłach.
Jeżeli zdarza wam się taki zamulony i ospały dzień to nic lepszego nie polecę jak właśnie zestaw ćwiczeń
dobranych indywidualnie pod siebie.
I nie jestem tu jakimś masochistą który przywykł do katowania swojego organizmu. Po prostu
zamiast o 21 zamulać i marzyć o spaniu ja właśnie odżywam i zastanawiam się
co by tutaj zrobić. Power is back !
Przyszliśmy do księdza w bardzo nietypowej sprawie - 3.09.2009
Skomentuj
W sobotę 29 sierpnia zostałem przez moją przyjaciółkę Jagodę
zaproszony na ślub jej kuzynki. Z początku myślałem ślub jak ślub, nie pierwszy i nie ostatni. Jednakże ten był bardzo nietypowy.
Pierwszy raz zdarzyło mi się ( zaznaczam że nie bywam często na ślubach ) uczestniczyć w zawiązaniu sakramentu małżeństwa przez ludzi różnych ras.
Pan młody - Danny jest Zambijczykiem a pani młoda - Liliana - polką.
Ślub odbywał się w Raciborzu który jako miasto zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Nigdy nie byłem w tym mieście a ze słyszenia kojarzył mi się raczej z przemysłem
i pełnoprawnym kopalnianym Śląskiem. A tutaj o dziwo nie było kopalni, fabryk. Było za to dużo zieleni, park i piękny ryneczek.
Wracając jednak do nietypowego wydarzenia. Jestem pod niesamowitym wrażeniem całokształtu imprezy!
Zderzyły się na niej, muzyka, kultura, kolor skóry oraz ciekawi ludzie co zaowocowało jedną z najciekawszych uroczystości ślubnych na jakich byłem.
Msza święta - trwała prawie 2 godziny a ja nie zauważyłem kiedy zleciała. Prowadził ją misjonarz-salesjanin który zaskoczył mnie bardzo ciepłym i ludzkim podejściem do uczestników mszy.
Zamiast kazania opowiedział jak trafił do Zambii jeszcze jako kleryk, jak poznał pana młodego. Opowiedział całą historię jak Danny znalazł się w Polsce, dostał stypendium i poznał swoją przyszłą żonę.
Nigdy nie spotkałem się z takim luzem i pozytywnym, podejściem do ludzi podczas mszy świętej. W Polsce nabożeństwa
odprawia się na ogól bardzo sztywno, tradycyjnie, wręcz "podręcznikowo". Tutaj było inaczej. Śpiewaliśmy zambijską pieśń kościelną a czytania były w języku angielskim aby wszyscy zrozumieli.
Wesele - w doborowym towarzystwie rodziny Jagody (pozdrawiam jak czytacie) bawiłem się świetnie, nawet tańczyłem :O. Byli obecni zarówno
czarnoskórzy przyjaciele Dannego, jego rodzina, księża, i wszyscy którzy w mniejszy lub większy sposób przyłożyli rękę
do zaistaniałej sytuacji :). Atmosfera istnie prorodzinna, pełna tolerancji. Wszyscy bawili się pierwszorzędnie nie zauważając nawet
że osoba z którą tańczą ma inny kolor skóry. I to było właśnie najpiękniejszym aspektem całego wieczoru - ludzie ponad podziałami.
Wspomnieć też warto o muzyce. Orkiestra oczywiście była polska ale niezapomniane polskie rytmy disco polo przerywane były
muzyką afrykańską - w szczególności Chintelelwe - Dandy Crazy.